czwartek, 1 sierpnia 2019

Rola wibrowania samców w selekcji seksualnej murarek ogrodowych

Jakiś czas temu opublikowano bardzo ciekawe badanie eksperymentalne, w którym badano zachowania godowe krzyżujących się par pszczoły murarki ogrodowej. Eksperyment ten potwierdził istnienie preferencji seksualnej samic murarki ogrodowej, w pewnym jednym godowym zachowaniu, a w konsekwencji także selekcji seksualnej (darwinowski tzw. dobór płciowy), która być może w tym przypadku prowadzić nawet do specjacji w przyszłości. Mianowicie okazuje się samica z większym prawdopodobieństwem odpowie pozytywnie na zaloty samca, kiedy ten w odpowiedni sposób wibruje odwłokiem, kodując w ten sposób informację o własnym fitness, które odbiera samica.

Naukowcy zmierzyli na urządzeniu częstotliwość drgań odwłoka samca przed samym aktem kopulacji. Okazało się, że nie tylko energiczność ruchu ma znaczenie, ale także częstotliwość wibracji, która koduje dostosowanie związane z pochodzenie samca z danej populacji. W eksperymencie brały udział pszczoły z trzech różnych populacji: z Niemiec, Danii i Wielkiej Brytanii. Dzięki pomiarom wyszło, że samce z różnych regionów wibrują częściej w innym zakresie częstotliwości. Częściej statystycznie pozytywna odpowiedź samicy na zaloty była skorelowana z pochodzeniem samca z tego samego regionu geograficznego. Aby dowieść tej korelacji naukowcy spróbowali oszukać samice poddając krzyżującą się parę sztucznym wibracjom. Było to możliwe, gdyż okazało się, że większość samców w obliczu odbierania sztucznych podobnych wibracji z urządzenia, sama przestaje wibrować odwłokiem. W eksperymencie dało się oszukać samice, manipulując wibracjami, co jest pozytywnym potwierdzeniem istnienia takiej preferencji seksualnej.

Jest to kolejne potwierdzenie występującego w szeregach badań tzw. doboru przeciwko mieszańcom, jako jednej z możliwości w którym kierunku może przebiegać selekcja. W tym wypadku akurat selekcja seksualna związana z preferencjami samicy, a w konsekwencji dyskryminacji seksualnej samców wobec osobników z populacji z odmiennych regionów geograficznych. Ogólnie selekcja seksualna jest bogato udowodniona w świecie owadów, a związana jest np. sygnałami chemicznymi i mechanicznymi. Naukowcy spekulują, że tego typu selekcja w przyszłości może doprowadzić w populacjach europejskich murarek ogrodowych do specjacji.

Filmik pochodzi z udostępnionych materiałów z badań.

The Role of Vibrations in Population Divergence in the Red Mason Bee, Osmia bicornis
Current Biology 25, 2819–2822, November 2, 2015
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0960982215010751?fbclid=IwAR07vPvIf8kMs982zZVFLZuNnbzX8lIygEYcCIkNAqj1dxLxkuJ2P1XHZM0

poniedziałek, 29 lipca 2019

Fragmenty artykułów prof. Thomasa Seeleya i Randy Olivera.

Dręcz pszczeli, fot: olivierlevoux (pixabay.com)
Zachęcam do przeczytania dwóch artykułów. Pierwszy artykuł to najnowsza naukowa publikacja w dorobku prof. Thomasa Seeleya oraz Davida Thomasa Pecka. Drugi, to tekst autorstwa biologia-pszczelarza-eksperymentatora z zacięciem pro-naukowym Randy Olivera. Oba warto przeczytać. Dla zachęty i ułatwienia prezentuję tłumaczenie na polski, moim zdaniem, ważnych fragmentów. Zwracam też uwagę, że ilość rodzin, która wzięła udział w badaniu Seeleya, jak on sam zauważa, jest stosunkowo mała. Wyniki tych badań, nie należy więc traktować, jak wszystko co naukowe zresztą, jako prawdę absolutną, niemniej jest to dobra wskazówka oraz wstęp do dalszych badań na szerszą skalę.

"Bomby roztoczowe czy złodziejskie przynęty? Rola dryfowania i rabowania w roznoszeniu pasożyta dręcza pszczelego z chorych upadających rodzin pszczelich w kierunku sąsiadów."Peck DT, Seeley TD, Plos One. 14, 2019
https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0218392

"Nasze ustalenia potwierdzają, że rodziny mocno zaatakowane przez roztocza stanowią poważne ryzyko przeniesienia tych roztoczy na pobliskie rodziny. Nasze dane pokazują również, że nazywanie tych chorych rodzin kolokwialnie "bombami roztoczowymi" - nie opisuje dokładnie mechanizmów przenoszenia dręcza pomiędzy rodzinami, które wyszło w tym badaniu. Nie zaobserwowaliśmy nagłej "eksplozji" pszczół niosących roztocza z chorych pni, do każdego ze zdrowych pni poprzez dryf robotnic. Stwierdziliśmy, że tym sposobem niewiele roztoczy przedostało się z rodzin silnie zaatakowanych do pobliskich rodzin słabo zaatakowanych. Natomiast wtedy, gdy chore rodziny zostały tak bardzo osłabione, że stały się celem rabusiów, roztocza przeszły z chorych do zdrowych rodzin w ogromnej liczbie. Sugerujemy zatem, że dla opisania tego zjawiska nazwa "złodziejskie przynęty" byłaby lepsza, niż "bomby roztoczowe". Rozróżnienie pomiędzy "bombą roztoczową", a "złodziejską przynętą" jest ważne dla zrozumienia optymalnej zjadliwości dręcza pszczelego i wirusów, dla których dręcz jest wektorem. Jeżeli choroba żywiciela zwiększa możliwości rozprzestrzeniania się pasożyta, który ją powoduje, to należy się spodziewać, że pasożyt powinien rozwijać wyższą zjadliwość. W naszych badaniach stwierdziliśmy, że roztocza rozprzestrzeniają się na sąsiednie rodziny, przede wszystkim poprzez rabunek chorych (upadających) pni. Zatem jest całkiem możliwe, że selekcja naturalna sprzyjała i będzie sprzyjać, tym szczepom roztoczy i wirusów przenoszonych przez te roztocza, które poważnie osłabiają zdolności do obrony zakażonych rodzin, aby uczynić z nich atrakcyjne cele dla rabusów."

"Selekcja hodowlana w kierunku odporność na roztocza. Kiedy słowa zamieniają się w czyny." Randy Oliver
http://scientificbeekeeping.com/selective-breeding-for-mite-resistance-walking-the-walk/#_Toc14341178

"Wskazówka dla pszczelarzy-hobbystów: Piszę to, aby było jasne, że jeżeli przykładowej pszczelarce Krysi, miłośniczce Treatment-Free, wydaje się, że poprawi ogólną genetykę pszczół, przez pozwolenie na śmierć zakupionych rodzin pszczelich, z powodu braku zabiegów kontrolujących roztocza, to buja w obłokach. Jeśli rzeczywiście chce poprawić genetykę pszczół miodnych, powinna zrobić wszystko, co w jej mocy, by wyleczyć swoje ule, aby utrzymać je w dobrym zdrowiu, ale jednocześnie wywierać presję na osoby, od której kupuje swoje pszczoły, aby hodowcy poważnie selekcjonowali pod kątem odporności na dręcza pszczelego."

sobota, 6 lipca 2019

Błędne wyobrażenia na temat teorii i procesów ewolucji biologicznej

WYOBRAŻENIE: Ewolucja jest teorią o pochodzeniu życia.

SPROSTOWANIE: Teoria ewolucji obejmuje również koncepcje, hipotezy i dowody dotyczące pochodzenia życia (np. czy stało się to w pobliżu kominów hydrotermalnych w głębinach oceanicznych, w których pierwotnie wykształciły się cząstki materii organicznej, itp.). Jednak punkt ciężkości zainteresowania biologii ewolucyjnej dotyczy tego, jak zmieniało i zmienia się życie, już po jego powstaniu. Większość studiów nad ewolucją koncentruje się na procesach rozgałęziania i różnicowania się życia, niezależnie od tego, jak się rozpoczęło.

WYOBRAŻENIE: Teoria ewolucji sugeruje, że życie ewoluowało (i nadal ewoluuje) losowo i przypadkowo.

SPROSTOWANIE: Owszem, ślepy traf i przypadek są czynnikiem w ewolucji i historii życia na wiele różnych sposobów, jednak niektóre ważne mechanizmy ewolucji nie są wcale losowe, a przez to sprawiają, że ogólny proces, też nie może być losowy. Przykładowo weźmy pod uwagę, proces selekcji naturalnej, którego wynikiem są adaptacje - czyli cechy organizmów, które odpowiadają środowisku - w którym żyją organizmy (np. dopasowanie się kwiatu i jego zapylacza, skoordynowana reakcja układu odpornościowego na patogeny, czy zdolność do echolokacji u nietoperzy, a także szczególny przypadek selekcji naturalnej: selekcja seksualna, inaczej dobór płciowy; przyp. tłum.). Takie niesamowite adaptacje ewidentnie nie powstały "przez przypadek". Ewoluowały one poprzez kombinację procesów losowych i nielosowych. Na przykład mechanizm mutacji, który generuje zmienność genetyczną, jest losowy, ale selekcja naturalna już nie. Selekcja sprzyja takim wariacjom, które są w stanie przetrwać i rozmnażać się (np. być zapylanym, powstrzymywać patogeny, lub poruszać się w ciemności, ale właściwie bez względu na charakter sposobu przetrwania: przyp. tłum.). W ciągu wielu pokoleń losowych mutacji i nieprzypadkowej selekcji, ewoluowały złożone skomplikowane adaptacje. Wyobrażenie więc, że ewolucja działa na zasadzie przypadku, jest jej niepełnym obrazem.



WYOBRAŻENIE: Ewolucja powoduje postęp w rozwoju; dzięki ewolucji organizmom żyje się coraz lepiej.

SPROSTOWANIE: Jeden ważny mechanizm ewolucji: selekcja naturalna, prowadzi do wzmacniania cech wystarczających do przetrwania i reprodukcji (czyli też przetrwania genów, głównych graczy ewolucyjnych: przyp. tłum.). Nie oznacza to jednak, że ewolucja jest postępowa - z kilku powodów. Po pierwsze, jak opisano w sprostowaniu błędnego wyobrażenia tutaj, selekcja naturalna nie tworzy organizmów doskonale dostosowanych do ich środowiska. Często pozwala ona na przetrwanie jednostek o różnych cechach, które są "wystarczająco odpowiednie", aby przetrwać. Dlatego też duże zmiany ewolucyjne nie zawsze są koniecznością, aby dane organizmy przetrwały. Przedstawiciele niektórych taksonów (jak niektóre mchy, grzyby, rekiny, oposy, czy raki) niewiele zmieniły się pod względem morfologii na przestrzeni czasu (co wcale nie znaczy, że nie ewoluowały: przyp. tłum.). Po drugie, istnieją inne mechanizmy ewolucji, które nie powodują zmian adaptacyjnych. Mutacja, migracja i dryf genetyczny mogą powodować ewolucję populacji w sposób, która może być w rzeczywistości dla niej szkodliwa lub czynić ją mniej dopasowaną do jej środowiska. Na przykład w populacji Afrykanerów w RPA, niezwykle często występuje mutacja genu IT15, odpowiedzialna za chorobę Huntingtona. Powodem tego, że ta wersja genu zdryfowała (losowo rozprzestrzeniła się) i występuje często, było to, że populacja ta rozwinęła z niewielkiej grupy początkowej. Wreszcie, cała idea "postępu" nie ma sensu, jeśli chodzi o ewolucję biologiczną. Klimat się zmienia, rzeki zmieniają bieg, nowi konkurenci dokonują inwazji, a organizm o cechach korzystnych dla przetrwania w pewnych okolicznościach, może okazać się słabo "wyposażony". Nawet jeśli skoncentrowalibyśmy się na jednym środowisku i jednym rodzaju siedliska, to perspektywa obserwatora zniekształcałaby obraz pomiarów tego "postępu". Z punktu widzenia rośliny najlepszą miarą "postępu" mogła by być sprawność fotosyntezy; dla pająka mogłaby to być skuteczność metody wprowadzania jadu; dla człowieka zdolności poznawcze (zakładając nierealistyczny model niezmiennego środowiska: przy. tłum.). Kuszące jest wyobrażenie sobie ewolucji, jako wielkiej progresywnej drabiny z gatunkiem Homo sapiens zasiadającym na szczycie. Ale ewolucja produkuje drzewo, a nie drabinę - a my jesteśmy, tylko jedną z wielu gałązek na tym drzewie.

WYOBRAŻENIE: Organizmy mogą ewoluować w ciągu jednego życia.

SPROSTOWANIE: Zmiana ewolucyjna opiera się na zmianach w strukturze genetycznej populacji w czasie. To populacje ewoluują, a nie jednostki. Zmiany zachodzące w osobniku w ciągu jego życia mogą mieć charakter rozwojowy (np. rozwijające się barwne upierzenie u samca ptaka w miarę dojrzewania płciowego) lub być spowodowane czynnikami środowiskowymi (np. ptak gubiący pióra z powodu zarażenia pasożytami). Zmiany te nie są jednak zmianami w genach (choć mogą ewoluować poszczególne komórki np. nowotworu lub mikroflora, które jednak stanowią inne organizmy, to jednak w hologenomowej koncepcji ewolucyjnej stanowią wspólny koewoluujący holobiont: przyp. tłum.). Nawet jeśli byłoby to wygodne, gdyby istniał sposób, aby zmiany środowiskowe powodowały zmiany adaptacyjne w naszych genach - kto nie chciałby, aby geny odporności na malarię (np. mutacja punktowa powodująca anemię sierpowatą: przyp. tłum.) pojawiała się podczas spędzania urlopu w Mozambiku? Jednak ewolucja nie działa w ten sposób. Nowe wersje genów (tj. allele) są produkowane przez losowe mutacje, a selekcja naturalna może sprzyjać korzystniejszym wersjom, powodując, że staną się one bardziej rozpowszechnione w populacji, ale w ciągu wielu pokoleń (najczęściej jednak mutacje są niekorzystne lub neutralne: przyp. tłum.).



WYOBRAŻENIE: Ewolucja zachodzi tylko powoli i stopniowo.

SPROSTOWANIE: Ewolucja zachodzi powoli i stopniowo, ale może też zachodzić szybko. Mamy wiele przypadków powolnej i jednostajnej ewolucji - na przykład, dobrze udokumentowana w zapisie kopalnym, ewolucja pewnych lądowych parzystokopytnych ssaków w kierunku morskich wielorybów. Znamy też wiele przypadków w których ewolucja nastąpiła gwałtownie. Dla przykładu, posiadamy dość szczegółowy zapis kopalny ukazujący jak niektóre gatunki jednokomórkowych organizmów, zwanych otwornicami, wyewoluowały w swoje charakterystyczne cechy, w mgnieniu oka geologicznego. Analogicznie, możemy też zaobserwować raptowną ewolucję zachodzącą bez przerwy wokół nas. W ciągu ostatnich 50 lat zaobserwowaliśmy, jak wiewiórki zmieniają swoje okresy lęgowe w odpowiedzi na zmiany klimatyczne, gatunki ryb rozwijają odporność na trucizny wyrzucone do rzeki Hudson, a wiele drobnoustrojów rozwija oporność na nowe leki, które opracowujemy. Istnieje wiele różnych czynników, które mogą sprzyjać gwałtownej ewolucji - niewielka liczebność populacji, krótkie życie pokolenia, duże zmiany w warunkach środowiskowych - a dowody wskazują wyraźnie, że miało to miejsce już wielokrotnie.

WYOBRAŻENIE: Ewolucja jest procesem wolnym, więc ludzie nie mogą na nią oddziaływać.

SPROSTOWANIE: Jak opisano powyżej, ewolucja czasami jednak zachodzi szybko. Ludzie często powodują poważne zmiany w środowisku, będąc jednocześnie inicjatorami zmian ewolucyjnych na innych organizmach (antropopresji: przyp. tłum.). Oto tylko kilka zbadanych przykładów zmian ewolucyjnych spowodowanych przez człowieka:
- Gatunki, które ewoluowały w odpowiedzi na zmiany klimatyczne
- Populacje ryb ewoluujące na skutek ich łowienia.
- Owady takie jak pluskwy, roztocza takie jak warroza, a także inne szkodniki upraw, które rozwinęły odporność na nasze pestycydy.
- Bakterie, HIV, malaria i nowotwory rozwinęły odporność na nasze leki.

WYOBRAŻENIE: Dryf genetyczny zachodzi tylko w małych populacjach.

SPROSTOWANIE: Dryf genetyczny ma większy wpływ na małe populacje, ale mechanizm ten zachodzi we wszystkich populacjach - dużych lub małych. Dryf genetyczny ma miejsce, ponieważ z powodu przypadku, osobniki, które rozmnażają się (a więc przekazują dalej informacje genetyczną) nie muszą dokładnie odzwierciedlać struktury genetycznej całej populacji. Przykładowo, w jednym pokoleniu populacji myszy trzymanych w niewoli, osobniki o brunatnej skórze mogą rozmnażać się częściej, niż osobniki o białej skórze, powodując w populacji zwiększenie częstotliwości występowania allelu, który koduje brązowe futro z powodów losowych - ale nie dlatego, że poprawia to przeciętnie ich przetrwanie (dopasowanie do środowiska). Ten sam proces zachodzi też w dużych populacjach: niektóre osobniki mogą mieć więcej szczęścia i pozostawić więcej kopii swoich genów do następnego pokolenia, podczas gdy inne mogą mieć pecha i pozostawić po sobie mniej kopii. To powoduje, że częstości występowania różnych wersji genów "dryfują" z pokolenia na pokolenie. W dużych populacjach z pokolenia na pokolenie te zmiany są zazwyczaj niewielkie, podczas gdy w mniejszych populacjach zyskują na znaczeniu i mogą być znacznie większe. Niezależnie od tego, czy wpływ dryfu genetycznego jest duży czy mały, to zachodzi on cały czas, we wszystkich populacjach. Ważne jest również, aby pamiętać, że dryf genetyczny może działać w tym samym czasie co inne mechanizmy ewolucji, takie jak selekcja naturalna i migracja.

fot: Ross Findon

WYOBRAŻENIE: Ludzie obecnie już nie ewoluują.

SPROSTOWANIE: Ludzie mogą modyfikować swoje środowisko za pomocą technologii. Opracowaliśmy metody leczenia, praktyki rolnicze i struktury gospodarcze, które istotnie wpływają na wyzwania związane z reprodukcją i przetrwaniem, przed którymi stoją współcześni ludzie. Przykładowo, odmiany genów, które przyczyniają się do rozwoju cukrzycy w młodym wieku, nie są już silnie selekcjonowane w krajach rozwiniętych, ponieważ możemy obecnie leczyć cukrzycę insuliną,. Niektórzy twierdzą, że taki postęp technologiczny oznacza, że znaleźliśmy się poza zasięgiem gry ewolucyjnej i selekcji naturalnej. Innymi słowy, że przestaliśmy ewoluować. Nic bardziej błędnego. Ludzie wciąż stoją pod presją związaną z przetrwaniem i reprodukcją, tylko nie tą samą, przed którą stali 20 000 lat temu. Zmieniło się środowisko i kierunek zmian, ale nie sam fakt działania na nas procesu ewolucji. Na przykład współcześni ludzie żyjący na gęsto zaludnionych obszarach stoją w obliczu większego ryzyka wystąpienia chorób epidemicznych, niż nasi przodkowie łowcy-zbieracze, którzy nie mieli tak bliskiego kontaktu z tak wieloma ludźmi naraz (choć z drugiej strony dysponujemy o wiele bardziej zaawansowaną technologią do przeciwdziałania ich skutkom, a także wyrobieniu sobie zazwyczaj bezpieczniejszej swoistej odporności stadnej: przyp. tłum). Podsumowując jest wiele odkrytych przez naukowców zjawisk związanych z niedawną ewolucją ludzi.

WYOBRAŻENIE: Gatunki są odrębnymi bytami naturalnymi, z jasną definicją, co czyni ich łatwymi do identyfikacji.

SPROSTOWANIE: Większość z nas zna biologiczną koncepcję gatunku, która definiuje gatunek jako zbiór osobników, które faktycznie lub potencjalnie mogą krzyżować się w naturze. Definicja ta, choć może wydawać się pewna i dla wielu organizmów (np. ssaków) działa dobrze (ale wcale nie doskonale i są rozliczne wyjątki: przyp. tłum.) - to w wielu innych przypadkach definicja ta jest trudna do zastosowania. Intuicyjnie nasuwającym się przykładem są organizmy rozmnażające się głównie bezpłciowo np. bakterie, ale przecież nie tylko. W jaki sposób można zastosować do nich biologiczną koncepcję gatunku? (dla nich stosuje się inne koncepcje np. filogenetyczną, morfologiczną czy inne: przyp. tłum.) Wiele roślin i niektóre zwierzęta (w tym kręgowe: przyp. tłum.) tworzą naturalne hybrydy, nawet jeśli w większości krzyżują się w obrębie swoich odrębnych grup. Czy grupy, które okazjonalnie hybrydyzują na wybranych obszarach, powinny być uważane za ten sam gatunek, czy też osobne gatunki? W rzeczywistości koncepcja gatunku jest mocno rozmyta, ponieważ to ludzie wymyślili tę "szufladkę", aby pomóc sobie w zrozumieniu różnorodności świata przyrody. Trudność ta wydaje się nie do rozwiązania, gdyż termin "gatunek" odzwierciedla nasze próby rozdzielania różnych części drzewa życia, które wcale nie są rozdzielone, a wręcz odwrotnie: są ciągiem od korzeni, aż po liście.

Źródło: Misconceptions about evolutionary theory and processes. Understanding Evolution. University of California Museum of Paleontology.

Poprzednio ukazały się "Błędne wyobrażenia na temat selekcji naturalnej i procesów adaptacyjnych". Zapraszam także do zapoznania się.

poniedziałek, 1 lipca 2019

Błędne wyobrażenia na temat selekcji naturalnej i procesów adaptacyjnych

WYOBRAŻENIE: Selekcja naturalna [1] polega na na tym, że organizmy próbują się dostosować.

SPROSTOWANIE: Selekcja naturalna prowadzi do adaptacji gatunków w czasie, ale proces ten nie wymaga wysiłku, próby lub chęci. Selekcja naturalna wynika ze zmienności genetycznej populacji oraz z faktu, że niektóre z tych wariacji mogą pozostawić więcej potomstwa w następnym pokoleniu niż inne. Ta zmienność genetyczna jest generowana przez losowe mutacje - proces, na który nie ma wpływu na to, czego chcą organizmy w populacji lub co "próbują" zrobić. Albo jednostka posiada geny, które są wystarczająco dobre, by przetrwać i rozmnażać się, albo nie. Nie może uzyskać właściwych genów poprzez "próbę". Na przykład bakterie nie rozwijają oporności na antybiotyki, ponieważ tak bardzo się starają. Oporność ewoluuje, ponieważ przypadkowa mutacja powoduje powstanie pewnych osobników, które są w stanie lepiej przetrwać antybiotyk, i te osobniki mogą rozmnożyć się więcej niż inne, pozostawiając po sobie więcej bardziej opornych bakterii.




WYOBRAŻENIE: Selekcja naturalna dąży do zaspokojenia potrzeb organizmów, oraz realizuje ich chęci.

SPROSTOWANIE: Selekcja naturalna nie ma żadnych intencji ani zmysłów; nie potrafi wyczuć, czego gatunek lub jednostka "potrzebuje" lub co "woli". Selekcja naturalna działa na genetycznej zmienności populacji, a ta zmienność jest generowana przez losowe mutacje - proces, na który nie ma wpływu to, czego potrzebują organizmy w populacji. Jeśli w populacji występuje zmienność genetyczna, która pozwala niektórym osobnikom korzystniej przetrwać wyzwanie, niż innym (bez względu na charakter tego wyzwania; przyp. tłum.), lub rozmnażać się bardziej niż innym (bez względu na sposób rozmnożenia; przy. tłum.), wówczas osobniki te będą miały więcej potomstwa w następnym pokoleniu, a populacja będzie ewoluować. Jeśli zmienność genetyczna nie występuje w populacji, taka populacja także może przetrwać (ale już nie ewoluować poprzez selekcję naturalną) albo wymrzeć. Niemniej, ewoluując m.in. za pomocą selekcji naturalnej nie realizuje swoich "potrzeb" i zaspokaja swojej "woli".

WYOBRAŻENIE: Ludzie nie mogą negatywnie wpływać na ekosystemy, ponieważ gatunki wyewoluują w to, co potrzebują do przetrwania.

SPROSTOWANIE: Jak opisano w błędnym wyobrażeniu powyżej, selekcja naturalna nie dostarcza automatycznie organizmom cech, których "potrzebują" do przetrwania. Oczywiście, niektóre gatunki mogą posiadać cechy, które pozwalają im rozwijać się w warunkach zmian środowiskowych powodowanych przez ludzi i dlatego mogą wyselekcjonować się w tym kierunku, ale inne nie muszą i w związku z tym mogą wyginąć. Jeśli populacja lub gatunek nie ma przypadkiem odpowiednich wariacji zmienności genetycznej, nie będzie ewoluować w odpowiedzi na zmiany środowiskowe wywołane przez człowieka, niezależnie od tego, czy zmiany te są spowodowane przez zanieczyszczenia, zmiany klimatyczne, ingerencję w środowisko lub inne czynniki. Przykładowo, ponieważ zmiany klimatyczne powodują, że lód na Morzu Arktycznym staje się cieńszy i topi się wcześniej, niedźwiedzie polarne mają większe trudności z uzyskaniem pożywienia. Jeśli populacje niedźwiedzi polarnych nie mają takiej zmienności genetycznej, która pozwoliłaby niektórym osobnikom na skorzystanie z możliwości polowań, które nie są uzależnione od lodu morskiego, to mogą one wyginąć w naturalnym środowisku.

WYOBRAŻENIE: Selekcja naturalna działa dla dobra gatunku (lub w interesie gatunku).

SPROSTOWANIE: Kiedy słyszymy o altruizmie w przyrodzie (np. delfiny zużywające energię na wsparcie chorego osobnika, lub surykatka ostrzegająca innych przed zbliżającym się drapieżnikiem, nawet jeśli to wystawia ją na dodatkowe ryzyko), kuszące jest wyobrażenie, że te zachowania powstały w wyniku selekcji naturalnej, która sprzyja przetrwaniu gatunku. Innymi słowy, że selekcja naturalna promuje takie zachowania, które są dobre dla całego gatunku, nawet jeśli są ryzykowne lub szkodliwe dla jednostek w populacji. Jednak to wrażenie jest błędne. Selekcja naturalna nie ma ani intencji ani długofalowej zapobiegliwości (działa tu i teraz, nic nie przewiduje długofalowo: przyp. tłum.). Po prostu selekcjonuje ona na bieżąco bezwiednie jednostki w populacji, sprzyjając cechom, które pozwalają im przetrwać i rozmnażać się, co daje więcej kopii genów tych jednostek w następnym pokoleniu. Teoretycznie korzystna dla jednostki cecha (np. bycie wydajnym drapieżnikiem) może stać się coraz częstsza i doprowadzić do wyginięcia całej populacji (np. jeśli efektywność drapieżnika faktycznie wymazałaby całą populację ofiar, pozostawiając drapieżniki bez źródła pożywienia).

Więc jakie jest ewolucyjne wyjaśnienie altruizmu, jeśli nie jest to dla dobra gatunku lub po prostu populacji? Istnieje wiele mechanizmów, w których takie zachowania ewoluują. Na przykład, jeśli akty altruistyczne są "spłacane" w innych czasach, tego rodzaju zachowanie może być preferowane przez selekcję naturalną. Podobnie, jeśli zachowanie altruistyczne zwiększa szanse przetrwania i rozmnażania się osobników spokrewnionych (którzy również mogą przenosić altruistyczne geny), zachowanie to może rozprzestrzeniać się w populacji poprzez selekcję naturalną. Jednakże selekcja może działać na różnych poziomach i w pewnych okolicznościach, z rzadka może wystąpić selekcja na poziomie gatunku (jako na jednym z poziomów populacji; przyp. tłum.). Ważne jest jednak, aby pamiętać, że nawet w tym przypadku selekcja nie jest długofalowo zapobiegliwa i nie "zmierza" do jakiegokolwiek rezultatu; jest to po prostu mechanizm faworyzowania replikujących się jednostek (które niekoniecznie muszą być organizmem, mogą być "samolubnymi" genami; przyp. tłum.), które potrafią korzystniej przekazać swoje kopie do następnego pokolenia. Warto też wspomnieć, że gatunek, jest  pewną "szufladką" taksonomiczną, a nie precyzyjnym bytem naturalnym. Więcej na ten temat można przeczytać tutaj.

Mioceńska pszczoła zatopiona w bursztynie: Oligochlora semirugosa fot: Michael S. Engel CC BY 3.0 

WYOBRAŻENIE: Najbardziej dopasowane [2] do przetrwania organizmy w populacji to te, które są najsilniejsze, najzdrowsze, najszybsze i/lub największe.

SPROSTOWANIE: W kategoriach ewolucyjnych, słowo fitness ma zupełnie inne znaczenie niż popularne. Ewolucyjny fitness organizmu nie świadczy o jego zdrowiu, ale o jego zdolności do przeniesienia genów do następnego pokolenia. Im więcej płodnych potomków pozostawi do następnego pokolenia, tym bardziej jest dopasowany.[3] Niekoniecznie wiąże się to z siłą, szybkością, wielkością czy zdrowiem. Na przykład, mizerny samiec z jasnymi piórami ogonowymi może zostawić po sobie więcej potomstwa, niż samiec silniejszy i niezbyt bystry, a rachityczna roślina z dużymi strąkami nasion może zostawić po sobie więcej potomstwa, niż większy okaz - co oznacza, że mizerny ptak i rachityczna roślina mają większe ewolucyjne dopasowanie, niż ich silniejsze, większe odpowiedniki (w aktualnych warunkach środowiskowych: przyp. tłum).

WYOBRAŻENIE: Selekcja naturalna oznacza przetrwanie najbardziej dopasowanych osobników w populacji.

SPROSTOWANIE: Chociaż "przetrwanie najbardziej dopasowanych" (survival of the fittest) [4] jest hasłem przewodnim selekcji naturalnej, to jednak "przetrwanie wystarczająco dopasowanych" [5] jest bardziej właściwym opisem. W większości populacji, organizmy z wieloma różnymi wariacjami genetycznymi trwają, rozmnażają się i pozostawiają potomstwo niosące ich geny w następnym pokoleniu. Nie jest to po prostu jedna lub dwie "najlepsze" jednostki w populacji, które przekazują swoje geny następnemu pokoleniu. Jest to widoczne w otaczających nas populacjach: na przykład, roślina może nie mieć wystarczających genów do rozkwitu w czasie suszy, lub drapieżnik może nie być wystarczająco szybki, aby złapać swoją ofiarę za każdym razem, gdy jest głodny. Osobniki te mogą nie być "najsprawniejszymi" w populacji, ale są one "wystarczająco dopasowane", aby rozmnażać się i przekazywać swoje geny następnym pokoleniom.

WYOBRAŻENIE: Selekcja naturalna produkuje organizmy doskonale dostosowane do środowiska, w którym żyją.

SPROSTOWANIE: Selekcja naturalna nie jest wszechmocna. Istnieje wiele powodów, dla których selekcja naturalna nie może wytworzyć „doskonale zaprojektowanych” cech. Przykładowo żywe istoty składają się z cech wynikających ze skomplikowanego zestawu kompromisów - zmiana jednej funkcji na lepsze może oznaczać zmianę innej na gorsze (np. ptak z „doskonałym” upierzeniem ogona, aby przyciągnąć partnerów, może być szczególnie narażony na ataki drapieżników ze względu na długi ogon). Organizmy powstały dzięki złożonym historycznym procesom ewolucyjnym (a nie procesowi projektowania), ich przyszła ewolucja jest często ograniczona przez cechy, które już wyewoluowały. Na przykład, nawet jeśli byłoby korzystne dla owada, aby rósł w inny sposób niż linienie, zmiana ta po prostu nie byłaby możliwa, ponieważ linienie jest już osadzone w genetycznym składzie owadów na wielu poziomach.




WYOBRAŻENIE: Wszystkie cechy organizmów są adaptacjami.

SPROSTOWANIE: Organizmy żywe mają wiele imponujących adaptacji (niewiarygodny kamuflaż, podstępne sposoby łapania ofiar, kwiaty, które przyciągają właściwe zapylacze itp.). Dlatego łatwo jest wyjść z uproszczonego założenia, że wszystkie cechy organizmów muszą być w jakiś sposób adaptacjami. Przykładowo często, kiedy zauważamy coś u organizmów, niejako automatycznie zastanawiamy się: do czego to służy. Podczas, gdy niektóre cechy są rzeczywiście adaptacyjne, ważne jest, aby pamiętać, że wiele cech w ogóle nie jest adaptacją. Niektóre z nich mogą być przypadkowymi rezultatami historii. Na przykład podstawowa sekwencja GGC dla kodowania aminokwasu glicyny po prostu taka jest dlatego, że tak to się zaczęło - i tak odziedziczyliśmy ją po naszym wspólnym przodku. Nie ma nic szczególnego w związku pomiędzy GGC i glicyną. To tylko historyczny wypadek, który utknął w pamięci kodu. Inne cechy mogą być produktami ubocznymi innej cechy. Na przykład, kolor krwi nie jest adaptacyjny. Nie ma powodu, dla którego posiadanie czerwonej krwi byłoby korzystniejsze niż posiadanie krwi zielonej lub niebieskiej. Czerwień krwi jest produktem ubocznym jej składu chemicznego, co powoduje, że odbija ona czerwone światło. Chemia krwi może być adaptacją, ale kolor krwi już nie.

Źródło: "Misconceptions about natural selection and adaptation". Understanding Evolution. University of California Museum of Paleontology.

Następnie ukazały się: "Błędne wyobrażenia na temat teorii i procesów ewolucyjnych". Zapraszam także do zapoznania się.


[1] Problem ze słowami i zwrotami, poza tym, że mogą mieć inne znaczenie naukowe, fachowe i popularne, jest też taki, że ich użycie może być wynikiem osadzenia w tradycji, np. naukowej piśmienniczej, pomimo, że nie są najtrafniejsze, a nawet są wynikiem błędu. Słowem, które wynika właśnie z tradycji nietrafnego pierwszego tłumaczenia przełomowego dzieła Karola Darwina "O powstawaniu gatunków...", jest termin dobór naturalny z angielskiego natural selection. Najczęściej przecież nikt nikogo w tym mechanizmie nie dobiera czy wybiera i lepiej chyba byłoby tłumaczyć dosłownie jako: selekcja naturalna. Jest to mechanizm generalnie negatywnej selekcji, a nie pozytywnego wyboru. Choć taki proces doboru ma miejsce w szczególnym przypadku selekcji, czyli w niektórych przypadkach selekcji seksualnej (doboru płciowego) lub sztucznej selekcji (doboru hodowlanego). Niekiedy, jak zauważyłem, niejako w innym celu używa się jednego i drugiego tłumaczenia. Czyli swobodnym, ale naukowo klasycznym, jako dobór naturalny próbuje się opisać bardziej ogólny generalny mechanizm, a dosłownym jako selekcja naturalna coś bardziej szczegółowego. W rzeczywistości to jest tłumaczenie jednego i tego samego mechanizmu. Dobór naturalny jest swobodnym tłumaczeniem terminu natural selection w pierwszym polskim tłumaczeniu dzieła Karola Darwina, dokonanym przez Wacława Mayzla "O powstawaniu gatunków drogą naturalnego doboru czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt" (z ang: On the Origin of Species by Means of Natural Selection, or the Preservation of Favoured Races in the Struggle for Life) z 1873 roku (14 lat po pierwszym wydaniu oryginału).

[2] Z angielskiego fitness. Ten termin biologiczny różnie można przetłumaczyć. Słowo fitness jest cokolwiek mylące i niejednoznaczne, bo może ono oznaczać po angielsku, poza siłą, także sprawność fizyczną, dobrą formę, bycie właściwym, a przecież nie o to chodzi. Może ono oznaczać także: przydatność, zdatność, dostosowanie i dopasowanie. Właśnie to ostatnie słowo wydaje mi się, po wielu przeprowadzonych burzach mózgu, aktualnie najlepiej dopasowanym tłumaczeniem.

[3] Choć i to nie jest zawsze jest korzystne, bo znamy strategie rozmnażania, gdzie korzystniej dla przetrwania jest mieć mniej potomków, ale za to otoczonych lepszą opieką lub posiadających inne korzystne cechy.

[4] To hasło również różnie można by tłumaczyć jako np. najbardziej pasujące (w domyśle do środowiska) organizmy przetrwają, kto jest odpowiedni w wytrwaniu ten przetrwa, kto jest odpowiedni w rozmnażaniu ten przetrwa itd. Ale bardziej odpowiednie tłumaczenie to: kto jest wystarczająco odpowiedni w rozmnażaniu ten przetrwa. Z zastrzeżeniem, że "kto" użyte jest jako przenośna, bo to geny są jednak podstawowym graczem w ewolucji

[5] Do takiego tłumaczenia doszedłem po zapoznaniu się z różnymi pomysłami na swobodne opracowanie oraz po burzy mózgów z moim kolegą pszczelarzem i na razie nie trafiłem na lepsze, to znaczy lepiej dopasowane tłumaczenie niż to, a więc na razie musi ono pozostać wystarczające.

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Czy dzikie pszczoły "polubią" plastik?

Pszczoły samotnice miesierki, potrafią wykorzystywać do budowy gniazda tylko materiały syntetyczne plastikowe. Być może nie jest to najlepszy materiał dla larw, ale całkiem możliwe, że jest wystarczający do przetrwania.

Pszczoła miesierka, źródło: wikipedia
Naukowcy z Argentyny przebadali gniazda w hotelikach dla dzikich pszczół tzw. samotnic. Jedna z nich (najprawdopodobniej Megachile rotundata - miesierka lucernówka), pierwotnie wykorzystująca liście, potrafi również (a nawet tylko) wykorzystywać syntetyczne plastikowe materiały do zalepiania komórek. Czyli surowce wyprodukowane przez najbardziej powszechnego przedstawiciela naczelnych, podgatunek Homo sapiens sapiens. Podobnie jak liście, są one misternie pocięte i uformowane. Ilość zebranego i przebadanego materiału, jest na tyle znikoma (3 sztuki), że należy to traktować w kategoriach ciekawostki. Niemniej, w jednej larwa dorastała prawidłowo. Naukowcy spekulują, że być może to nie jest najlepszy (najbardziej optymalny) materiał do budowy gniazda dla pszczoły miesierki, ale też nie najgorszy. Trudno zgadywać jakie skomplikowane ewolucyjne adaptacje tutaj zachodzą. Nie ma co się jednak dziwić, jeśli ewoluująca populacja pszczoły miesierki, nie będzie wykorzystywała najbardziej optymalnych materiałów dla budowy komórek, dla rozwoju i kondycji swoich larw. Bowiem wbrew utartej opinii, selekcja naturalna (jeden z głównych mechanizmów ewolucji) nie polega na przetrwaniu najlepiej dopasowanych, a tylko (albo aż) na przetrwaniu wystarczająco dopasowanych, w aktualnych krótkofalowych możliwych warunkach środowiskowych.

Źródła:
  1. Apidologie, April 2019, Volume 50, Issue 2, pp 230–233,
    Scientific note: first global report of a bee nest built only with plastic
    Mariana L. Allasino, Hugo J. Marrero, Jimena Dorado, Juan Pablo Torretta
    https://link.springer.com/article/10.1007%2Fs13592-019-00635-6
  2. https://evolution.berkeley.edu University of California Museum of Paleontology
Uzupełnienie:
Tutaj ciekawy przykład zasiedlenia niemalże 100% słomek plastikowych przez murarkę ogrodową (Osmia bicornis).

sobota, 4 maja 2019

Krótka historia pasieki. Część 2

Ten tekst będzie dotyczył podsumowania sezonu 2017, 2018 i początku 2019. Aby mieć cały obraz proponuję zapoznać się z pierwszą częścią historii pasieki tutaj. Nie jest to jednak koniecznie.

Robotnica cała w pyłku wiosennym
Jak wynikało z poprzedniej części podsumowania, po kolejnym (drugim) załamaniu pasieki na przedwiośniu 2017 roku, postanowiłem wziąć się solidnie do pracy nad sprowadzeniem lepszego materiału do selekcji. Lepszego to znaczy takiego, który zapewni małej pasiece samowystarczalność, nawet w przypadku wąskiego gardła selekcji i pozwoli ją utrzymać, co najwyżej z lekką pomocą. Innymi słowy pozwoli uniknąć upadku pasieki, gdzie zostaną 1-2 rodziny będące prawdopodobnie dziełem przypadku lub czynników innych niż systemowa selekcja. Ewentualnie zostaną słabiaki czy zdechlaki, z którymi nic nie da się zrobić, co też jest niepomyślne.

W sezonie 2017 sprowadziłem do pasieki różne geny. Z jednej strony, różne matki z hodowli zachowawczych podgatunku rodzimej pszczoły AMM. Z drugiej, obiecujący materiał w postaci 3 ramek z różnych uli w tym AMM od kolegi, który już z pewnymi sukcesami prowadzi w Polsce pasiekę bez leczenia. Z trzeciej, z mojego ula Warre stacjonującego w lesie z minimalizacją ingerencji, który jako jedyny przeżył zimę 2017/2018 wyhodowałem kilka matek dla rozmnożenia genów. Rodzinę tę nazywałem Surwiwalówką. Dzięki uprzejmości kolegi została zbadana morfometrycznie. Wyszło, że w większości też należy do typu AMM. Wybiegając nieco w czasie, niedawno inny kolega przesłał mi wyniki badania genetycznego z różnych moich zimowych osypów z 2018 roku, z którego wynika, że miałem na pasiece głównie dwie haplogrupy mitochondrialnego DNA (czyli dziedziczonego tylko po samicy) należące do AMM oraz jedną rodzinę należącą do AMC (do której należą pszczoły podgatunków m.in. ligustica lub carnica).

Z dwóch zakupionych pakietów, jednego zsypańca oraz trzech ramek z jajeczkami i pszczołami, które przywiozłem od kolegi, zazimowałem w 2017 roku 12 rodzin pszczelich. Kolejno geny po matce wchodzące w skład tych rodzin to: trzy rodziny z materiału od kolegi z pasieki (który od kilku lat selekcjonuje pszczoły bez zwalczania dręcza pszczelego), dwie rodziny Kampinoskiej AMM od p. Dawida Lutza (który jak twierdzi, nie używa od lat żadnych środków parazytobójczych, a posiłkuje się tylko corocznym „zrzutem na węzę”), jedna rodzina Augustowska AMM, jedna rodzina Asta AMM, jedna rodzina Dobra AMC oraz wreszcie trzy córki Surwiwalówki.

O dziwo zimowlę 2017/2018 przeżyło 100% rodzin. Rodziny poza Surwiwalówką (stacjonującą samotnie w lesie) rozwijały się szybko i ładnie. Z gniazda biło gorąco od rozwijającego się szybko czerwiu. Taki widok i dźwięk to sama radość dla pszczelarza. W sezonie 2018 z mniejszej części rodzin pobrałem trochę miodu (powiedzmy, że to były rodziny produkcyjne, ale to zbyt poważnie brzmi ;) ). Z większej części rodzin zrobiłem odkłady na selekcję. Jedną rodzinę traktowałem jako pomocniczą do odkładów (jeżeli gdzieś brakowało mi czerwiu, to jej zabierałem). Dodatkowo zasiedliłem w pewnym momencie nawet 5 własnoręcznie zrobionych ulików weselnych na ramki nadstawkowe WZ. Rozmnożyłem więc wszystkie geny z pasieki, bo albo rodziny dzieliłem na odkłady, albo pobierałem z nich materiał do hodowli matek. Poza tym swoboda zabudowy trutowej umożliwiała wszystkim rodzinom przekazanie swoich genów przez stronę ojcowską. Udana wiosna pod kątem nektarowym i ciepła pogoda sprawiła, że miałem nawet nadwyżkę odkładów i matek unasiennionych, których nie mogłem zagospodarować w ulach. Miałem dwie swoje rójki. Jedną złapałem, a druga uciekła.

Problemy zaczęły się w drugiej połowie lata. Stare, zeszłoroczne rodziny zaczęły słabnąć. Zauważyłem trutnie porażone warrozą i wirusem zdeformowanych skrzydeł (DWV). Główny impet produkcji trutni zwykle przypada właśnie na drugą część wiosny. Latem produkcja trutni przez rodzinę maleje. Rekonstruując możliwy scenariusz z przeszłości, aktualnie jestem zdania, że warroza z trutni, których produkcja spadała, zaczęła masowo przechodzić na robotnice. Finalnie do drugiej połowy września z dwunastu zeszłorocznych rodzin zostały mi dwie, plus jedna Surwiwalówka w lesie. Pocieszałem się, że narobiłem jednak sporo odkładów, które wciąż żyły. Część rodzin postanowiłem przeleczyć, aby zdywersyfikować ryzyko upadku pasieki. Czas pokazał, że nawet dla odkładów było już za późno. To znaczy porażenie osiągnęło wysoki poziom i do zimy poszła młoda pszczoła osłabiona pasożytami i wirusami. Moim zdaniem śmiercionośna presja dręcza pszczelego i wirusów istniała nadal w tych leczonych odkładach. Ostatecznie zazimowałem 15 pni. 6 interwencyjnie przeleczonych, w tym 2 stare rodziny i 4 odkłady oraz 9 nieleczonych w tym 8 odkładów i 1 stara Surwiwalówka (która wchodziła w 3 zimę prowadzona na sposób minimalistyczny tzw. hands-off).

Żłobek pszczeli z odkładami wiosną.
Do przedwiośnia 2019, czyli pierwszych tzw. wiosennych oblotów pod koniec lutego, dotrwały 4 żywe rodziny. Jedna rozwijająca się normalnie. Druga to tak zwany słabiak, któremu dawałem niewielkie szanse. Pozostałe dwa to zdechlaki, którym nie dawałem szans do „przebicia” się do maja. Jeden z nich pochodził z odkładów nieleczonych. Według mnie najmniej przyjazny okres dla słabiaków, to nawracające zimne noce i dni wczesną wiosną, do czasu wychowania pierwszych młodych zbieraczek. Wtedy słaba rodzina z osłabionymi starymi robotnicami może się jeszcze skurczyć. A to może się skończyć dla niej najgorzej. Ciekawostką jest fakt, że wszystkie rodziny jakie mi przeżyły zaczęły czerwić w dzień pierwszego oblotu. Przejrzałem je wtedy i widziałem tylko jednodniowe jajka. Ścieśniłem im gniazda maksymalnie. Dobrze dociepliłem. Ramki z pokarmem dałem za zatwory i każdej dałem ciasto białkowo-tłuszczowe z witaminami. Pomimo że zdechlaki zajmowały 1-2 uliczki i kłęby maksymalnie wielkości pięści dożyły do maja. Normalnie rozwijającą się rodziną jest rodzina z matką Astą z 2017 roku. Na początku maja zaczęła wychowywać trutnie i podejrzewam, że około połowy maja będę mógł z niej wykonać pierwsze małe odkłady. W innej rodzinie, która przeżyła, a była przeleczonym składakiem z rodzin weselnych z odratowaną matką z rodziny w stanie agonalnym, zimowały dwie matki. Połączone robotnice bowiem wychowały sobie we wrześniu matkę z cichej wymiany. Dwie matki żyły obok siebie do kwietnia 2019 roku, czyli pół roku. W tej rodzinie pojawił się czerw garbaty. Podejrzewam, że albo nowa matka jest trutówką, albo stara już strutowiała. Jako, że zabiły starą, którą odnalazłem martwą (wiem to dzięki opalitkowi) to mam nadzieję, że to ona strutowiała pod koniec jej życia. Podsumowując wszystkie 4 rodziny, które w różnym stanie przetrwały do pierwszego oblotu 2019 roku, przeżyły do maja.

Górny korpus po martwej surwiwalówce.
Widać jak niewielki był kłąb zimowy.
Dookoła pełno pokarmu.
Niestety najdłużej żyjąca u mnie samotnie w lesie rodzina, czyli Surwiwalówka, nie przeżyła swojej trzeciej zimowli. Pośmiertne oględziny wskazują, że padła na jesieni wraz nadejściem chłodnych dni z powodu wychłodzenia zbyt małego kłębu. Przyczyną tego były, według mnie, odroczone w porównaniu do reszty (z powodu samotnego bytowania w lesie) następstwa porażenia warrozą i chorobami nią wywołanymi. Czyli wypszczeliła się tuż przed zimowlą. Nie dała prawdopodobnie żadnej rójki w ciągu swojego życia na tym pasieczysku. Wszystkie jej 3 hodowane córki także nie żyją. Fakt, u kolegi przetrwały jakieś jej wnuczki i prawnuczki, ale nie przywiązuję się do nich specjalnie, jako do bardziej wartościowych genów pod kątem selekcji na odporność, czy tolerancję na pasożyta.

Dlaczego jedna rodzina z Astą przeżyła i normalnie się rozwija? Szukając najprostszych rozwiązań z bardziej prawdopodobnych hipotez, nie znajduję w tym skutków darwinowskich mechanizmów selekcji naturalnej. Przyczynę upatruję w tym, że rodzina ta służyła w sezonie 2018 jako dawca czerwiu i pszczół do odkładów. Na 12 ramkowy ul WZ, dała 12 ramek pełnych czerwiu i 24 ramki strząśniętych pszczół oraz samozakarmiła się na zimę. Miała więc prawdopodobnie, mniejsze niż reszta, porażenie dręczem pod koniec sezonu.

Dane z historii pasieki:
  • 2014/2015: przetrwało/ zazimowane: 0/7 100% zagłady
  • 2015/2016: 3/5 40% śmiertelność
  • 2016/2017: 1/12 92% śmiertelność, 100% na głównym, padły stare rodziny
  • 2017/2018: 12/12 0% śmiertelność, wszystkie przeżyły
  • 2018: 15/20 25% śmiertelności w sezonie ogólnie, 71% śmiertelności starych rodzin
  • 2018/2019: 4/15 73% śmiertelności, 1 rodzina w stanie dobrym

Przychodzi taki moment, że zdrowy rozsądek podpowiada o potrzebie odpuszczenia tego, co się nie udaje. Taki czas właśnie u mnie nadszedł. Jak to mówią, do trzech razy sztuka. Ogłaszam porażkę prób z pszczelarstwem bez leczenia i na razie kończę eksperymenty związane z całkowitym odstawieniem leczenia. Przynajmniej do czasu, kiedy solidnie powiększę i ustabilizuję moją pasiekę. Szacuję w tej chwili, że poniżej 50 uli gotowych do eksperymentu i drugiej podobnej liczbie pni gotowych w odwodzie prowadzonych inaczej, a wszystko przy pełnym opanowaniu przydatnych w selekcji metod prowadzenia gospodarki pasiecznej i hodowli pszczół, w tym matek, nie ma to większego sensu w mojej okolicy. Nadal będę jednak rozmnażał to co mi przeżyło. Nie uważam, że zastosowanie leczenia likwiduje przydatność tych linii matrylinearnych do dalszej selekcji. Celowo nie piszę genetyki, gdyż nie kontroluję ojcowskiej części mieszania genów. Nie sądzę też, że zastosowanie leczenia marnotrawi wcześniejsze wysiłki związane z selekcją i ulokalnieniem pszczoły. Zresztą lokalność pszczoły to temat znacznie szerszy. Być może dla kogoś ten tekst będzie przestrogą lub inspiracją.

czwartek, 21 marca 2019

Potężny niszczyciel dręcz pszczeli

Od jakiegoś czasu prowadzę mały słowniczek terminów okołopszczelarskich, które pozwalam sobie używać na tym blogu i w podcaście. Myślę, że z czasem będzie on się rozrastał. Słowniczek dostępny z głównego menu. Zachęcam do zapoznania się z nim. Bohaterem dzisiejszego hasła jest dręcz pszczeli.

Dręcz pszczeli to rzadko używana polska nazwa na gatunek Varroa destructor. Bohatera nazwy tego bloga i kanału podcastów. Nazwa pochodzi od jednego z nadrzędu pasożytujących roztoczy: Parasitiformes, którego polska nazwa to dręcze. Nazwę tę przypomniał w 2017 roku profesor Jerzy Woyke w wywiadzie przeprowadzonym przez Radio Warroza dla aperiodyka Wolnopszczelarstwo pod tytułem: "Rozmowa z profesorem Jerzym Woyke z dręczem pszczelim w tle", dostępnym m.in. do przeczytania w całości w popularnonaukowym archiwum profesora Woyke (tutaj). Od tego czasu można zauważyć lekki wzrost popularności polskiej nazwy, co mnie bardzo cieszy. Przy okazji warto wspomnieć o etymologii słowa Varroa destructor. Słowo varroa pochodzi od nazwiska Marcusa Terentiusa Varro, żyjącego w starożytnym Rzymie, który poza innymi rzeczami, wsławił się tym, że opisał pszczoły jako zwierzęta gospodarcze i techniki pszczelarskie jako zajęcie rolnicze. Varro to jest nazwisko określające przynależność do starożytnego rzymskiego rodu Warronów. Etymologicznie oznacza ono: silny, potężny, a rdzeń tego słowa jest prawdopodobnie pochodzenia etruskiego. Czyli Varroa destructor oznacza: potężny niszczyciel. Poniżej perełka, czyli fragment wywiadu z dręczem pszczelim w tle z 2017 roku w formie video. Akurat tutaj profesor nie opowiada o dręczu pszczelim, a o innym roztoczu, też pasożytującym na pszczołach miodnych, czyli o Tropilaelaps clareae. W przypadku tego robaczka nie doszukałem się jednak polskiej nazwy. Może trzeba wymyślić. :) Jakieś propozycje?


Od miesiąca istnieją także w słowniczku hasła dotyczące bartnictwa. Jakiś czas temu, jako echo mojego podcastu z Konradem Zarembą w Radio Warroza, gdzie rozmawialiśmy m.in. czym de facto w jego projekcie, jest tzw. bartnictwo, zrodziła się potrzeba zdefiniowania tegoż. W porozumieniu z koordynatorem projektu Bartnicy Sudetów powstały, aż trzy różne definicje. Dlaczego aż trzy? Zapraszam do słowniczka. Natomiast jeżeli ktoś nie słuchał jeszcze pierwszego długiego odcinka podcastu, to oczywiście zapraszam do nadrobienia zaległości i zasubskrybowania kanału. Tym bardziej, że kolejne odcinki są w trakcie produkcji.